13 grudnia 1981 roku o godzinie 0:30 zostałem wyciągnięty z domu, rzekomo z powodu jakiegoś włamania.


Miałem wrócić po dwóch godzinach, wróciłem 23 lipca 1982 roku, czyli po siedmiu miesiącach i 10 dniach.


Moja rodzina dopiero po dwóch tygodniach dowiedziała się gdzie jestem, że zostałem internowany i osadzony w więzieniu w Białej Podlaskiej.


To, czym do tej pory żyłem, życie rodzinne, praca, działalność społeczna,

wszystko legło w gruzach.


Bez sądu, bez wyroku i z wielką niewiadomą, co do tego, kiedy i jak to się zakończy.


Znalazłem się nagle w zupełnie mi nieznanym, wrogim świecie. Więzienie dla recydywistów, wielka żelazna brama, wysokie mury zwieńczone drutem kolczastym, strażnicy pod bronią, cela ośmioosobowa, żelazne drzwi, piętrowe prycze, w kącie kibel, w oknach blendy, widok na niebo tylko przez ok. 10 cm szparę, spacer raz dziennie 30 minut w drucianej klatce, między nią a murem uzbrojeni strażnicy z psami, kąpiel raz w tygodniu…


Dominującym uczuciem była bezsilność.  Zapisałem to w takich słowach:

.

Jestem pusty,

rozbity –

jak gliniana skorupa

zgnieciona żołnierskim obcasem,

stłamszony brutalną przemocą,

bezsilny wobec mijającego czasu.

W strachu przed biciem,

karą samotności,

w obliczu krat

i kolczastego drutu,

uległy wobec chęci przetrwania, …

pragnienia powrotu, …

trwam w oczekiwaniu …

nieznanego losu.

Ale jak to się mówi, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Tą dobrą stroną tej trudnej sytuacji był dany mi czas, który wykorzystywałem na czytanie wartościowych książek i przemyślenia.

Wiosną 1982 umieszczono mnie w celi, w której dwóch ”kolegów”, zabawiało się dokuczaniem mi przez całe dnie na różne możliwe sposoby. Tego było już dla mnie za wiele. Nie wytrzymałem. Z objawami załamania nerwowego i nerwicy żołądka znalazłem się w izbie chorych.

.

Brak odpowiedzi na “ Uwięzienie ”

Zostaw komentarz