Khalil Gibran

Pisarz, filozof, artysta; człowiek o przenikliwym spojrzeniu, umiejący w prostocie codziennych zdarzeń i relacji z ludźmi wskazać głębię znaczeń, harmonię i piękno. Pozostawił po sobie poetyckie zbiory prozy medytacyjnej, będące od dziesięcioleci inspiracją do refleksji i poszukiwań dla milionów czytelników na całym świecie.

Poemat „Prorok”, najlepiej obok Biblii sprzedająca się książka XX wieku za oceanem, to arcydzieło prozy poetyckiej przetłumaczone na ponad 40 języków.

 


Khalil Gibran – „Prorok” (fragment)

 

Proroku, który szukasz rzeczy ostatecznych, mów do nas. Daj nam coś z twojej pracy a my ja przekażemy dzieciom naszym a oni swoim i tak przetrwa. Nie zginie.

 ***

 Badaczem milczenia jestem.

Jakiż to na jego dnie skarb znalazłem abym go śmiało rozdzielił?

Czyliż mam się sam zmienić w harfę by dotknęła mnie ręka najwyższego? Lub we fletnię, aby tchnienie jego powiało przeze mnie ogromne?

O czymże mówić wam mogę jeśli nie o tym, coś już dziś żyje w głębi dusz waszych?

Oto powiadam wam:

Nie jesteście zamknięci ani ograniczeni polem i domostwem waszym.

To co w was istotne trwa ponad szczytami gór i wędruje z wiatrem.

Jest ono wiecznie wolne albowiem jest to duch w was co ziemię ogarnia i wieje wśród przestworzy.

Pragnę abyście wspominając mnie, te oto słowa zapisali sobie na zawsze w pamięci:

To co się zdaje być w was najbardziej niepewne i wiotkie jest w istocie najbardziej stanowcze i mocne.

Ufajcie marzeniom w nich bowiem jest ukryta brama wieczności.

***

Ból wasz to rozpękanie skorup w których uwięzi trwa zamknięte rozumienie wasze.

Jak ziarno owocu pęknąć musi by serce swe ku słońcu otworzyć tak i wy poznać musicie ból, który otwiera.

A gdybyście mogli utrzymać w duszy nieustanny podziw dla cudów życia co w każdym stają się dniu, ból wasz nie wydałby się wam mniej cudowny aniżeli radość.

I witalibyście pogodnie zmienny rytm wiosen i jesieni serca jak spotykacie w spokoju pory roku, co schodzą na wasze pola.

A i w zimy swego bólu czuwalibyście z jasną pogodą.

Wiele z waszego cierpienia to własny wasz wybór.

To nieraz gorycz leczniczych ziół, którymi lekarz w głębi waszej duszy ukryty chce pokonać niewidoczną chorobę.

Zaufajcie mu więc, przyjmując spokojnie i chętnie lek z jego ręki, która choć twarda i ciężka posłuszna jest innej, niewidzialnej a miłościwej dłoni.

A czara, którą wam podaje, choć pali dzisiaj wasze usta powstała z gliny, którą Wielki Garncarz własnymi zwilżył łzami.

***

Radość twa jest twoim smutkiem gdy ten zrzuca swoją zasłonę.

Tę samą studnię, z której wytryska radość twoja jakże często wypełniały łzy.

Czyż może być inaczej?

Im głębiej żłobi nas cierpienie tym więcej radości może pomieścić serce.

Czyż czara, którą wino dziś czerpiesz nie była najpierw wypalona w ogniu garncarza?

A fletnia, która koi dziś twoja duszę, czyż nie była drewnem, które strugając i drążąc ciął ostry nóż?

Gdy cię radość unosi spójrz w głąb serca a ujrzysz, że tylko to co sprawiało ci smutek teraz radość daje.

A gdy smutek zawita spójrz znów na dno serca a zobaczysz, że naprawdę łzy twoje płyną tylko o to, co było przed chwilą uniesieniem radości.

Niektórzy z was mówią: „Radość jest większa niż cierpienie „ a inni: „O nie smutek jest od niej większy”.

A ja wam powiadam, iż nierozdzielne są i zawsze razem przychodzą do nas w gości.

Gdy jedno zasiada u twego ogniska pamiętaj, że drugie stoi tymczasem u wezgłowia twego.

Zaprawdę zawieszeni jesteśmy pomiędzy szalą smutku a szalą radości naszej i tylko gdy się w nas pusto robi i cicho możemy stać prosto w równowadze spokoju.

A gdy Wielki Skarbnik podnosi nas by złoto swoje i srebro odważyć wtedy to szala radości naszej albo cierpienia musi w górę iść lub opadać.

***

Któż z nas nie czuje w sobie bezgranicznej mocy miłości?

Zmieniają się tęsknoty i potrzeby człowieka lecz nie jego miłość ani też chęć by miłość ta zaspokoiła jego pragnienia, ugasiła tęsknoty.

Gdy skinie na was miłość, idźcie za nią, choć drogi jej strome są i twarde.

Lecz gdybyście lękając się, tylko spokoju i rozkoszy chcieli szukać w miłości, wtedy lepiej wam nagość swą osłoniwszy zejść z wielkiego miłości klepiska w bezbarwny i głuchy kraj gdzie śmiać się będziecie – lecz niepełnym śmiechem, i płakać – lecz nie pełnią łez.

Miłujcie się, lecz nie czyńcie więzów miłości.

Czyż można być naprawdę blisko nie będąc jednocześnie daleko?

Razem bądźcie w śpiewie i w tańcu – radośni, jednak każdy niech będzie i sam.

Jak same i oddzielne są struny lutni choć jedną dźwięczą muzyką.

***

Jakże często gdy odmawiacie sobie rozkoszy pragnienie jej wciąż trwa utajone w głębi.

Ciało nasze zna swe dziedzictwo i słuszne żądania.

I nie da się łatwo oszukać.

A ciało jest harfą duszy.

Od nas samych zależy czy wyda piękną i czystą melodię czy dysonansem zgrzytliwym zadźwięczy.

Rozkosz jest pieśnią o wolności lecz sama nie jest wolnością.

Pragnę abyście ją w pełni śpiewali, nie chciałbym jednak abyście się zatracili w tej pieśni.

Rozum i namiętność to ster i żagle waszej duszy na wodach oceanów.

Jeśli złamią się żagle albo ster, łódź bezwolną fala miotając uniesie lub zostawi w miejscu, unieruchomioną wśród mórz.

Rozsądek bowiem gdy rządzi sam staje się siłą co ogranicza a namiętność pozostawiona sobie to płomień co spala i własną sprowadza zagładę.

Chciałbym abyście pragnienia wasze, podobnie jak i rozum, jako dwóch drogich traktowali gości.

***

Nieraz słyszałem was, mówiących o tym, który popełnia zło, jakby nie był jednym z was, raczej obcym – co samowolnie wtargnął w wasz świat.

Lecz ja wam powiadam, że tak jak święty i sprawiedliwy nie może się wznieść ponad najwyższe w każdym z nas, tak nędzny i niegodziwy nie może upaść niżej aniżeli to, co w każdym z nas jest najniższe.

I jak ni jeden nie pożółknie liść bez milczącej świadomości drzewa, tak czyniący zło nie może go popełnić bez ukrytej woli wszystkich nas.

Nie można oddzielić człowieka sprawiedliwego od nieprawego.

Obaj bowiem stoją nieoddzielni przed obliczem Słońca, razem – jak biała i czarna nić w jedną wplecione tkaninę.

A gdy czarna nić pęka tkacz musi sprawdzić moc całej tkaniny i warsztat poddać badaniu.

***

Zaiste, mało dajesz jeśli tylko z dóbr posiadanych udzielasz coś innym.

Darzysz prawdziwie, gdy z siebie samego coś dajesz drugiemu.

Dobrze jest dawać w odpowiedzi na prośbę, jeszcze lepiej bez niej, z głębi rozumiejącego serca.

A dla człowieka co ma dłonie zawsze ku dawaniu otwarte, baczyć czujnie kto by mógł dary jego przyjąć jest większą radością aniżeli je dać.

Czy istnieje coś, co byś chciał zatrzymać dla siebie?

Wszak wszystko co macie będzie kiedyś oddane.

Czemuż więc nie oddać już dziś, aby pora darzenia waszą się stała a nie spadkobierców, którzy przyjdą po was.

Mówicie nieraz: Dam chętnie ale tylko tym, którzy na to zasługują.

Czy mówią tak drzewa w waszym sadzie? I stada na łąkach?

Oddają wciąż aby żyć, bo zatrzymać dla siebie znaczy zginąć.

***

Jesteś dobry gdy starasz się coś ze siebie dać innym, jednak nie jesteś zły, gdy chcesz coś zyskać dla siebie, bo walcząc o zdobycz jesteś jak korzeń w ziemię wszczepiony chciwie ssący jej pierś.

A owoc nie może żyć z korzeniem.

Bądźcie jako ja, dojrzałe i pełne i nieustannie obfitością darzące.

Albowiem darzyć jest potrzebą owocu, zaś brać jest potrzebą korzenia.

***

Tylko wówczas możesz być wolny, gdy nawet pragnienie zdobycia wolności poczujesz jako ciężar.

Kiedy przestaniesz o niej mówić jak o celu i o wypełnieniu.

Zaprawdę, osiągniesz ją nie wtedy, gdy dni twoje będą wolne od trosk a noce od nędzy i udręki ale wówczas gdy choć nimi ze wszech stron otoczony potrafisz wznieść się wyżej, swobodny i nagi.

Gdy chcesz niesprawiedliwe znieść prawo, spójrz – to własną ręką wypisałeś je na swoim czole.

Nie wymażesz go więc paląc księgi praw ani też myjąc czoła wszystkich sędziów, choćbyś na nich całe morze wylewał.

A jeśli chcesz obalić tyrana, bacz abyś wpierw zniweczył tron, któryś mu sam w sobie zbudował.

Jeśli chcesz uwolnić się od trosk pamiętaj, iż sam je wybrałeś.

Nikt ci ich nie narzucił.

A gdy chcesz strachu się pozbyć, zważ iż on w sercu twoim się gnieździ a nie zależy od tego, który lęk w Tobie budzi.

Zaprawdę, wszystko w nas samych się dzieje, przeplatając się wzajemnie.

Upragnione i budzące lęk, wstrętne i umiłowane, to za czym gonimy i czego unikamy.

W nas samych żyją one wszystkie jak światła i cienie splecione parami w uścisku.

***

Wasz strach przed śmiercią jest jak drżenie pasterza stojącego przed majestatem króla, który mu za chwilę rękę na ramieniu położy, zaszczyt mu czyniąc.

Lecz głębiej niźli drżenie, czyż to nie radość pasterza przenika iż wkrótce królewski będzie nosił znak?

Choć w pierwszej chwili bardziej czuje lęk.

Będziesz mógł śpiewać naprawdę gdy z rzeki milczenia napijesz się wód.

Gdy Ziemia więc twego ciała zażąda ty wówczas w prawdziwy pójdziesz stan.

Czymże bowiem jest umrzeć jak nie stanąć nagim w wichrze i roztopić się w słońcu?

Jednym jest życie i śmierć, jako jednym jest rzeka i morze.

***

My, wędrowcy, szukający zawsze najbardziej samotnych dróg, żadnego dnia nie rozpoczynamy tam gdzieśmy skończyli poprzedni.

Żaden wschód słońca nie zastaje nas tam gdzie pożegnał zachód.

Nawet gdy Ziemia śpi, my czuwamy w naszej wędrówce.

Żywotnej rośliny jesteśmy nasieniem i oto w godzinie dojrzałości duszy i pełni serca bywamy oddani wichrom i rozsiani po świecie.

Żegnajcie wszyscy.

Chwila rozstania nadeszła.

Jeśli kiedyś o zmierzchu pamięci spotkamy się raz jeszcze, będziemy znowu razem gawędy prowadzić a pieśń, którą mi zaśpiewacie jeszcze głębiej sięgnie.

Żegnajcie