Autorem artykułu jest Magdalena Mirowicz.

 

 

Zastanawiam się ile chwil ucieka mi przez to tylko, że w danym momencie nie jestem obecna całą sobą w czasie teraźniejszym.

Cokolwiek się dzieje, gdziekolwiek jestem, tak trudno mi być tu i teraz. Jest to do tego stopnia silne, że budząc się z własnych myśli, czuję się jakbym wróciła z dalekiej podróży i z przerażeniem zastanawiam się, co w tym czasie mnie ominęło w aktualnie dziejącej się rzeczywistości.

To nie jest marzycielstwo, choć chciałabym. Myślę, że jest to brzydki nałóg bycia gdzie indziej, zawsze gdzie indziej, zazwyczaj w przyszłości, ale niestety nie tylko.

Kolejny raz myślę sobie, że łatwiej i bardziej treściwie żyłoby się, wypracowując do perfekcji umiejętność bycia wszystkimi zmysłami w danej chwili. Bycie ciałem mamy opanowane do perfekcji, gorzej z resztą części składowych. Brak nam nad nimi panowania.

Huna (hawajski szamanizm) mówi, że energia podąża za uwagą. I chyba na prawdę tak jest biorąc pod uwagę to, jak daleko można odejść tylko przez zwykle zamyślenie. Właściwie myśl jest jak podroż, jeśli by umieć ją należycie ukierunkować.

Szkoda, że te podróże myślowe wychodzą mi tylko wtedy, gdy ich nie planuję, tak spontanicznie i w najmniej odpowiednich momentach, bo w pracy.

Zadziwiające, że mam jedną taką pracę, w której notorycznie to robię. Dzieje się to do tego stopnia, że orientując się, że jestem już na parterze zupełnie nie pamiętam, co działo się pomiędzy kolejnymi piętrami. Za to pamiętam, gdzie w tym czasie byłam, a tam gdzie byłam czas płynął inaczej, szybciej lub go w ogóle nie było. Plusem tej sytuacji jest to,  że właśnie w tej pracy najczęściej miewam genialne pomysły.

We wszystkich jednak mądrościach świata mówi się o byciu tu i teraz, całym ciałem i duszą. By czas przyszły nie zaprzątał zbyt mocno uwagi, bo to właśnie w tej, obecnej, chwili budujemy przyszłość.

Jak się czyta takie słowa to w pierwszym momencie wydają się one absurdalne. Dopiero po głębszym zastanowieniu, okazuje się, że teraźniejszość i bycie w niej, nie jest wcale takie proste.

Sęk w tym, że częściej nas w niej nie ma niż jesteśmy, a kiedy nas w niej nie ma, to coś ucieka nam miedzy palcami. Potem gonimy za kolejną chwilą, przyjemnością, spełnieniem marzeń, a gdy się spełniają, nie doświadczamy ich w pełni bo… znów nas w nich nie ma. To ciągła pogoń za cieniem.

Spróbuj, chociaż jedną godzinę być tu i teraz. Być godzinę obecnym ciałem wraz ze wszystkimi zmysłami – węchem, smakiem, wzrokiem, dotykiem, słuchem. Może się okazać, że ta godzina da ci więcej niż cała wieczność. Doświadczysz świata, jakiego jeszcze nie znałaś, a który był najbliżej ze wszystkich dostępnych ci cudów.

 

Podróżując do siebie śpiewam

 

 

Magdalena Mirowicz
http://www.omani.bloog.pl/

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl