Lucyna

Lucyna Wiewiórska

Z wykształcenia magister pedagogiki.


Absolwentka Studiów Podyplomowych Kosmetologii w Poznaniu.


Od 10 lat zajmuje się działalnością kosmetyczną w szerokim tego słowa znaczeniu: http://www.lucyna.com.pl/

.

.

Moje życie biegło różnymi ścieżkami. W większości zwyczajnie, a raczej przeciętnie. Marzenia miałam za to nieprzeciętne.


Zawsze wybiegały daleko. Różnie bywało z realizacją :-) ale zawsze można przecież znaleźć usprawiedliwienie dla siebie. Można powiedzieć gdyby …. :-)


W moim życiu nie wszystko się ułożyło. Jak każdy popełniałam i popełniam błędy.


Najważniejsze, żeby się na tych błędach uczyć, a nie powtarzać je w nieskończoność.


Jednym z moich ogromnych życiowych sukcesów jest np. to, że rzuciłam palenie papierosów, kilka dni przed śmiercią mamy, ale później, gdy nawet miałam ochotę zapalić, to mówiłam: no niestety, nie mam przed kim tego odwołać bo jej już nie ma.


Pewnie parę lat sobie skróciłam z życia, ale dziś chcę wykorzystać każdą chwilę. Cieszyć się tym, co mam, cieszyć się wnuczką, może za chwile wnukami, pracować z pasją i podziwiać cuda świata.


Nigdy nie mów nigdy i nigdy nie jest za późno, żeby zadbać o lepszą jakość swojego życia.


Od 2003 roku zainteresowałam się koncepcją brania odpowiedzialności za swoje życie.


Zajęłam się tematem na tyle aktywnie, że w latach 2004, 2005 organizowałam konferencje Klucz do Mądrego Życia. Pierwsza poświęcona była tematyce „Jak wyjść z uzależnienia od negatywnego myślenia” kolejna zaś poświęcona była zjawisku „wyuczonej bezradności”.


W organizacji tych spotkań niezwykle mocno pomagali mi członkowie Klubu Ludzi Sukcesu ze Skierniewic. Stałym gościem spotkań stała się Kasia Miller, autorka bestsellera „Chcę być kochana tak jak chcę”.


W lutym 2006 roku z grupą wspaniałych ludzi stworzyliśmy Stowarzyszenie Instytut Otwartych Możliwości „Amicus”.


Nasze działania przyjęły formę zinstytucjonalizowaną. Mieszkamy w różnych miejscach Polski a łączy nas potrzeba dzielenia się swoją wiedzą, energią z innymi ludźmi. Potrzeba brania odpowiedzialności za swoje życie. Szacunek dla życia – życie z pasją.


Świat daje nam ogromnie dużo możliwości na wyciągnięcie ręki. Świat daje tym, którzy gotowi są brać i dzielić się z innymi.

.

.

Szkoła dobrego życia

.

Z tym określeniem spotkałam się po raz pierwszy półtora roku temu.


Nie zdawałam sobie sprawy, jak powszechna jest ta destrukcyjna gra i jak głęboko zakorzeniona w naszym życiu do momentu przeczytania książki Diane Zimberhoff ,,Breaking Free from the victim trap reclaming your personal power” (Jak wydostać się z poczucia bycia wykorzystywanym i odbudować pewność siebie).


Gra w ofiarę jest grą rodzinną, której uczy się dzieci na trzy sposoby:


1.    Bezpośredni przykład – gdy przynajmniej jeden z rodziców zwykle gra rolę ofiary.


2.    Gdy dziecko jest programowane przez rodzica by było ofiarą.


3.    Postawa ofiary jest wzmacniana przez rodzinę, dopóki nie stanie się integralną częścią tożsamości dziecka. Dziecko idzie wówczas poprzez życie zbierając kolejne doświadczenia utwierdzające je w postawie ofiary.


Programowanie postawy ofiary jest podstawą większości problemów zarówno poszczególnych ludzi, jak również problemów w firmach i rodzinach.


Gra jest zdradziecka, a uczymy się jej w miejscu, które powinno być ostoją bezpieczeństwa i źródłem dobrych wzorów – w rodzinie.


Najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy w nią zaangażowani ani jak destrukcyjnie wpływa ona na osobowość i na jakość relacji z innymi ludźmi; bezwiednie uczymy jej nasze dzieci i tak przekazywana jest ona z pokolenia na pokolenie.


Gra w ofiarę może być zatrzymana, ale to wymaga: chęci zmiany; świadomości; intensywnej pracy (czasem terapii).


Najbardziej uderzyło mnie to, że wszystkie postacie wplecione w trójkąt winy: OFIARA, PRZEŚLADOWCA i OBROŃCA – w głębi duszy czują się ofiarami.


Syndrom ofiary” objawia się w różny sposób, ale w każdej postaci wyrządza wiele zła.


,,Syndrom ofiary” charakteryzuje się poczuciem braku kontroli nad własnym życiem, uczuciem bezradności, bezsilności.


Kiedy poddajemy się temu uczuciu i zaczynamy użalać się nad sobą, gramy rolę klasycznej ofiary. Ofiara obwinia innych ludzi za swoje problemy : „gdyby nie ty …” „gdyby nie rząd …” itp.


To, co robi taka osoba szukając winnych, to wyrzekanie się swojej mocy. Właśnie to czyni ofiarę faktycznie bezradną i pozbawioną sił.


Obrońca jest osobą, która troszczy się o wszystkich wokół.


To dziecko, które dorastając w dysfunkcjonalnej rodzinie czuje się odpowiedzialne za rozwiązanie rodzinnych problemów lub zaopiekowanie się ojcem alkoholikiem czy maltretowaną matką.


Pod spodem ich „pomocnej powierzchowności” obrońcy również czują się ofiarami.


Aby zagłuszyć uczucie bezsilności znajdują kogoś, kto jest odrobinę słabszy niż oni, nieco bardziej w potrzebie.


Pojawia się współzależność oparta na zaspokajaniu emocjonalnych potrzeb – rola każdej osoby zaczyna zależeć od drugiej.


Obrońca jest zależny od tego, by ofiara pozostawała bezradna, ofiara jest zależna od opieki obrońcy. Tak naprawdę obrońca wcale nie pomaga ofierze, utwierdza ją tylko w poczuciu bezsilności kosztem jej samo-uznania podnosząc własne.


Obrońca próbuje „naprawić” ofiarę. To powoduje, że ofiara czuje się jeszcze bardziej bezradna, i w konsekwencji pełna urazy. Ta uraza doprowadza w pewnym momencie do tego, że ofiara przekształca się w prześladowcę.


Prześladowanie może przybierać wiele różnych form.


Można prześladować z użyciem przemocy fizycznej jak i emocjonalnej czy wykorzystywania seksualnego.


Można dręczyć poprzez odmawianie miłości czy finansowego bezpieczeństwa.


Inną formą prześladowania jest wpędzanie innych w poczucie winy.


Jest wiele różnych sposobów prześladowania, od prymitywnych poprzez bardzo subtelne i wyrafinowane, które nie tak łatwo dostrzec.


Prześladowca próbuje udowodnić własną siłę poniżając i dręcząc innych.


Najczęściej to okrutne zachowanie nie wynika wcale z sadystycznej złośliwości – po prostu prześladowcy kopiują zachowania, jakie zaobserwowali jako dzieci – nie potrafią w inny sposób poradzić sobie z własnymi emocjami.


Gra w ofiarę jest grą, w której może grać dowolna liczba członków w różnych kombinacjach. Często poszczególni gracze zamieniają się rolami.


Prześladowca prześladuje obrońcę – wtedy obrońca zaczyna czuć się jak ofiara. Prześladowcy robi się żal ofiary i zaczyna ją ratować. Ofiara nabiera urazy za uczucie bezradności, jakiego doświadcza, gdy jest „ratowana”. Zaczyna prześladować obrońcę …


Zobaczmy to na przykładzie.


Tom jest ofiarą. Jako dziecko urodził się z problemami fizycznymi.


Matka zaczyna go „ratować”. Staje się nadopiekuńcza, nie pozwala innym dzieciom dokuczać mu i nie pozwala podejmować mu ryzyka.


To powoduje, że Tom czuje się coraz bardziej bezradny i przewrażliwiony na punkcje traktowania go przez innych członków rodziny.


Ojciec widząc, że syn jest rozpieszczany, zaczyna go straszyć, że zostanie „babą”. Aby temu zapobiec zaczyna być „twardy” w stosunku do małego chłopca. W ten sposób zaczyna prześladować młodego Toma.


Im bardziej ojciec go dręczy, tym bardziej matka go „ratuje” i tym bardziej bezradny i zagubiony staje się Tom.


Trójkąt ofiary staje się teraz kołem ofiary. Ojciec obraca się przeciwko matce i zaczyna ją prześladować za to, że broni Toma. W tym momencie matka staje się ofiarą. Tom, któremu żal jest matki próbuje ją ratować na swój sposób. Kiedy to robi, wchodzi w rolę obrońcy, co oznacza, że znów będzie prześladowany…


Człowiek może poruszać się po tym trójkącie ról także samodzielnie, bez innych graczy.


Powiedzmy np. że nie potrafisz zapanować nad obżarstwem, jak bezradna osoba. Decydujesz, że będziesz się ratować poprzez dietę. Gdy to nie działa, zaczynasz być zły. Zaczynasz prześladować się poczuciem winy i dołowaniem się.


Gdy masz już dość prześladowania samego siebie, wracasz ponownie na pozycję ofiary, czując się jeszcze bardziej bezradnym i pozbawionym kontroli.


Wszystkie przejawy trójkąta winy opierają się o jedną wspólną podstawę: niską samoocenę, która objawia się brakiem odpowiedzialności za własne życie.


Jeśli chcemy przerwać ten zaklęty krąg w swoim życiu, w swojej rodzinie, najskuteczniejszym sposobem jest praca nad poczuciem własnej wartości.


Człowiek o wysokim samo-uznaniu nie szuka winnych, jeśli coś dzieje się nie po jego myśli.


Nie szuka obrońców, gdy napotyka problemy i rozumie, że najskuteczniej można pomóc innym pomagając im uwierzyć, że sami są w stanie rozwiązać własne problemy.


Wiem o tym wszystkim już od ponad roku, ale ciągle przyłapuję się na udziale w „grze”. Najczęściej w roli obrońcy, bo z tą rolą bezwiednie utożsamiałam się od dziecka, (choć nie obce są mi także pozostałe role).


Chęć pomocy innym to nic złego, ale nauczyć się naprawdę pomagać to duża sztuka.


Ofiara” szuka podświadomie „obrońcy”, kogoś, kto pomoże jej grać rolę ofiary.


Osoba, która nie oferuje gotowych rozwiązań, ale mówi: „To twoje życie – Ty jesteś za nie odpowiedzialny – co zamierzasz zrobić?” nierzadko jest odbierana jako bezduszna, jako ktoś, kto nie chce zrozumieć problemów jakie niesie życie. (Tobie jest dobrze, więc nie jesteś w stanie pojąć, jakie życie jest dla mnie okrutne).


Ktoś, kto odrzuca rolę „obrońcy” nie dając się wciągnąć w destrukcyjną grę, przez ofiarę zaczyna być postrzegany jako prześladowca.


Ofiara jest tak pogrążona w swoim poczuciu bezsilności, że często nawet nie próbuje szukać rozwiązań, całą energię kierując na szukanie winnych i „obrońców”.


Wyzwolenie się z tych destrukcyjnych schematów jest drogą do prawdziwej wolności. Wolności opartej na odpowiedzialności – odpowiedzialności za siebie, nie za innych.


Przełamanie tych wzorców, które odnalazłam także w naszej rodzinie jest najlepszym dziedzictwem, jakie mogę ofiarować własnym dzieciom.


I to jest warte ceny, jaką trzeba za to zapłacić.

.

.

Lucyna Wiewiórska

http://www.lucyna2.webd.pl/