Renata Dziurdzikowska,

dziennikarka „Zwierciadła”, specjalizująca się w zagadnieniach psychologii, rozwoju osobistego i duchowości.

Autorka książek:  „Tajemnice kobiet” ,  „21 portretów, czyli jak żyć tu i teraz” (Wydawnictwo MEDIUM),  z Wojciechem Eichelbergerem „Zatrzymaj się” (Santorski&CO), „Siedem boskich pomyłek” („Do”), „Mężczyzna też człowiek” („Drzewo Babel”).

Mieszka z mężem i kotami na skraju Puszczy Kampinoskiej, gdzie ma drzewo, pod którym medytuje.

.

Czy możemy być wolni, będąc z drugim człowiekiem? Absolutnie tak. Jestem wolny, gdy czuję, że chcę być właśnie z tą osobą. Człowiek wolny robi, co chce. Może powiedzieć: „nie muszę z tobą żyć, ale dobrze jest z tobą żyć” – mówi dr Alfried Langle, austriacki psychoterapeuta, uczeń Viktora Frankla, twórcy psychologii egzystencjalnej, w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.


Czy można nauczyć się miłości? Wzbudzić ją w sobie?


Miłość nam się przytrafia. Nie możemy sobie nakazać: kochaj! Nie możemy sobie rozkazać: przestań kochać!

Nie cierp, gdy ona odchodzi. Miłość musi się wydarzyć we właściwy, esencjonalny sposób. Zaczynamy kochać w momencie, gdy ujrzymy istotę drugiego człowieka, która rezonuje z naszą istotą.


Co to znaczy „rezonować z istotą drugiego człowieka”?


Rozpoznajemy siebie w partnerze. Mówimy wtedy: „jakbym cię znał od zawsze”. Albo fascynuje nas odmienność: „ty jesteś czymś, czym ja nie jestem”. Przyciąga nas i porusza istota tej osoby. Widzimy jej wyjątkowość.

Gdy ktoś pyta: „dlaczego kochasz właśnie ją?”, odpowiadamy: „ponieważ ona taka jest”. Jest taka, jaka jest, niepowtarzalna.


Albo mówimy: „kocham go, bo mamy radosny seks”, „ona tak dobrze gotuje i dba o dzieci”.


To znaczy, że ukochaną osobę postrzegam jedynie poprzez możliwość zaspokojenia swoich potrzeb i braków.


Dajemy sobie to, co możemy dać. Miłość jest także po to, byśmy mogli zaspokajać potrzeby i braki.


Oczywiście. Ale by spełniać potrzeby, miłość nie jest konieczna. Potrzeby seksualne można zaspokajać bez miłości. Podobnie potrzebę ochrony, opieki, przytulności. Głód można zaspokoić, jedząc szybko cokolwiek.

Potrzeby spełniane w ramach miłości można porównać do pięknie przygotowanego jedzenia. Jemy, sycąc oczy pięknem, delektując się smakiem. Jeśli ukochana zaspokaja moje potrzeby z czułością i delikatnością, to jej miłość mnie uskrzydla, daje mi siłę.

Miłość jest rezonansem naszych esencji. Gdy przydarza mi się taka miłość, wtedy nie patrzę na ukochaną jak na środek do osiągnięcia celu. Jeśli widzę twoją esencję, a ty widzisz moją, wtedy twoje życie jest tak samo ważne jak moje, twoje potrzeby są tak samo ważne jak moje. Nasz związek oparty jest na równowadze i wymianie. To jest miłość pełna.

Miłość to duchowa sprawa. W miłości widzimy ukochaną osobę w jej najwyższej postaci – widzimy nie tylko to, kim jest w tym momencie, ale także, kim może się stać. Gdy kocham, wierzę, że przyczyniam się do rozwoju ukochanej.


Miłość musi się wydarzyć. Co wtedy, gdy się nie wydarza? Jedni z nas są wybrani przez miłość, a inni skazani na bez-miłość?


Nie do końca. Coś można zrobić. Możemy zbliżyć się do drugiego człowieka. Popatrzeć w oczy. Uruchomić empatię, czyli stworzyć przestrzeń do tego, aby powstała możliwość miłości, aby mogło dojść do rezonansu naszych esencji.

Postanawiam zbliżyć się do ciebie poprzez delikatność, pogłaskanie po twarzy, po dłoni, spojrzenie w oczy, zainteresowanie tym, kim jesteś.

Nie mogę stworzyć miłości, ale mogę otworzyć się na nią. Czy nastąpi spotkanie naszych esencji? Tego nie wiadomo.


Otworzyłam się i pokochałam. Ale przeminęło. Głównie doświadczamy takiego przebiegu zdarzeń. Dlaczego przemija?


Miłość to decyzja. Podejmujemy decyzję. Zgadzam się na miłość. Na ciebie. Możemy wpływać na miłość, wzmacniając ją albo osłabiając.

Jeśli kogoś kocham, zwracam się do tej osoby, szukam z nią bliskości. Mam w sobie głębokie „tak” właśnie dla niej, dla naszej miłości.

Miłość można ująć w czterech słowach: „Moje tak dla ciebie”. To jakby mówić: „To, że istniejesz, jest dla mnie dobre, najlepsze. Widzę ogromną wartość w tym, że jesteś taka, jaka jesteś”.

Z tej perspektywy nawet miłość nieszczęśliwa nie jest nieszczęściem. Jeśli ktoś, kogo kocham, opuszcza mnie, mogę wtedy powiedzieć: „Dalej będę żył moją miłością do ciebie. Jeśli nie możesz mnie kochać, dla ciebie będzie lepiej, gdy odejdziesz i z kimś innym znajdziesz szczęście. Żyj swoim życiem i niech to będzie dobre życie”.


Decyduję, że chcę wzmacniać miłość. W jaki sposób?


Poprzez akceptację. To jest nieustanne przyglądanie się swoim uczuciom: co akceptuję w ukochanym, a czego nie? ..

Co mi w nim przeszkadza? To, czego nie mogę zaakceptować, staje między nami. Czy czuję się akceptowany? Jeśli nie, muszę to powiedzieć.

Kiedy lubię być z tobą, a kiedy nie? Przy których twoich zachowaniach moja miłość się kurczy? Jak ty czujesz się ze mną w różnych sytuacjach, na przykład w towarzystwie innych?Porozmawiajmy o tym.

Ważne, egzystencjalne pytanie brzmi: Czy chciałbym wyjść za siebie za mąż? Czy chciałabym się ze sobą ożenić? Jeśli zadajemy sobie te pytania, to znaczy, że związek żyje; podtrzymujemy, pielęgnujemy miłość.

Inne ważne pytania: Co chcemy razem zrobić? Po co ze sobą żyjemy? Jakie są nasze wspólne cele? Jaki jest sens naszego związku? W dobrym związku czuję się przyjęty, akceptowany, doceniany, zaangażowany we wspólne przedsięwzięcia, w rozwój. Chcę się oddawać wspólnym działaniom.


Co we mnie cenisz? – Zapytałam ukochanego. – Czym obdarowałam cię przez te wszystkie lata? Jego odpowiedź dała mi życie, wzniosła nasz związek na wyższy poziom.


Dostałaś skarb. Dzieje się coś ważnego, co ma dużą siłę, gdy słyszymy, że ktoś bliski nas docenia.

W związkach czujemy się raczej niedocenieni, pominięci, wykorzystani. To jest częste. To widać, gdy para przeżywa kryzys i zwraca się o pomoc do specjalisty.

Pytam mężczyznę, który od 20 lat jest w związku z kobietą, co ceni w żonie. Jest zaskoczony, nigdy nie zadał sobie takiego pytania. A kobieta to czuła, więc walczyła, kłóciła się, krytykowała go, nie umiała powiedzieć, czego jej brakuje, a on się bronił, bo nie wiedział, o co jej chodzi.

Kochać to „odświeżać” kochaną osobę, mówić: „Dzień dobry, kochanie”, pytać: „Jak się dzisiaj masz?”, „Jak minął dzień?”.

Trochę otwartości daje tak wiele życia. Spróbujcie popatrzeć sobie w oczy i powiedzieć swoje imiona. To bardzo intymne wydarzenie. Ono znaczy: chcę cię rozpoznać w twojej istocie.

Chętnie inwestujemy w miłość, gdy jest młoda. Im bardziej powszednieje, tym częściej wycofujemy energię, co osłabia miłość, osłabia związek.

Często wydaje nam się, że możemy się wycofać i nic się nie zmieni. Jesteśmy w błędzie. Milczenie, obojętność to znaczące sygnały. Każdą decyzją – także obojętnością – tworzymy przyszłość.

Sztuką jest w szarym, codziennym, upływającym życiu odkrywać sens i znaczenie. Odmładzać miłość.

Postrzegamy życie jako walkę, zapominamy o zachwycie.

Jest takie chasydzkie powiedzenie: „Z wiekiem kobieta staje się coraz piękniejsza, ale widzi to tylko ten, kto ją kocha”.


Od 30 lat jest pan w związku z kobietą. Wychowaliście czworo dzieci. W jaki sposób udało wam się zatrzymać miłość?


Zobaczyłem w niej coś, co głęboko poruszyło moje serce – subtelność, delikatność jej istoty. Tak się zaczęło. Przez te wszystkie lata widziałem, jak bardzo się stara, ile mi daje.

Nie zawsze byliśmy w dobrym humorze, bywaliśmy agresywni, nie mieliśmy czasu dla siebie. A jednak nieporozumienia i kłótnie nie były w stanie zatrzeć tamtego wrażenia, poruszenia.

To jest jądro naszego związku. Poradziliśmy sobie z wieloma trudnymi sytuacjami, tak dobrze się znamy. Wspólne doświadczenia z czasem nabierają coraz większej wartości. Łączą. Nie zawsze ludzie, którzy są razem, doceniają wspólnie przeżyte lata.

Słyszałem od wielu par, że dopiero wtedy, gdy się rozstali, dotarło do nich, jak ważne było to, co wydarzyło się w związku. Dojmująco odczuwali stratę wspólnie przeżytego życia.


Widzieć istotę ukochanego, ukochanej; widzieć to coś, co zachwyciło nas dawno temu, i nieustannie do tego wracać?


Tak, po prostu wracać. Pamiętam, co w niej cenię, ile dla mnie znaczy; pamiętam, dlaczego właśnie z nią zdecydowałem się być. Odwołuję się do decyzji: to ją wybrałem.

Moja żona decydowała się na mnie trzy lata, mnie zajęło to siedem lat. I dopóki nie mieliśmy w sobie głębokiego „tak”, nie pobieraliśmy się. Ale odkąd się pobraliśmy, traktowaliśmy nasz związek serio.

Nie mogliśmy zagwarantować, że się nie rozstaniemy, bo tego się nigdy nie wie, ale obiecaliśmy sobie, że żadne z nas nie ułatwi drugiemu odejścia. I tak naprawdę nasz związek nigdy nie był zagrożony. W jego jądrze było i jest poczucie, że chcemy ze sobą być, głębokie „tak”.


A taki start w miłość: „Nic pewnego na tym świecie, więc spróbujmy, pobierzmy się, zobaczymy, co z tego wyniknie”. Co na to egzystencjalista?


Naiwne podejście. W takiej sytuacji lepiej się nie pobierać.


Istotą człowieka jest jego wolność – to jest podstawowe założenie analizy egzystencjalnej. Co to znaczy być wolnym w związku? Czy możemy być wolni, będąc z drugim człowiekiem?


Absolutnie tak. Jestem wolny, gdy czuję, że chcę być właśnie z tą osobą. Człowiek wolny robi, co chce. Jeśli nie chcę z kimś być i nie mogę odejść, zaczynam czuć się zniewolony. Jeśli jestem zniewolony, nie tworzę z nikim dobrego związku.

Człowiek wolny może powiedzieć: nie muszę z tobą żyć, ale dobrze jest z tobą żyć. Jestem wolny, gdy będąc z tobą, mogę być szczery, mogę podążać za tym, co dla mnie ważne.


Istotne egzystencjalne pytania to: Po co żyję? Kim jestem? Dokąd zmierzam? Czy mam poczucie wolności? Poczucie wpływu na swoje życie?

Poczucie, że wybieram, podejmuję decyzje, i te wybory mają moc sprawczą. Że jestem odpowiedzialna. W jakim sensie jestem odpowiedzialna za związek, który tworzę? Za osobę, którą kocham?


Jesteśmy odpowiedzialni za wartość naszego rezonansu z istotą drugiego człowieka: za to, czy kochanej osoby nie nadużywamy i nie ranimy. Za wierność. Za życie w bliskości i czułości.

Za to, co inwestujemy w związek; co dobrego robimy dla siebie nawzajem, czy dajemy sobie radość. Za nasz wkład we wspólne projekty i cele.

To jest zakres naszego wpływu, decyzji, odpowiedzialności. Bardzo szeroki zakres. Gdy miłość nam się wydarzy, to już od nas samych zależy, co z nią zrobimy, jaki los jej przeznaczymy.

My nie stwarzamy źródła. Ono jest. Woda ze źródła tryska sama z siebie. Ale możemy zrobić do niego dostęp; wyczyścić teren, aby można było wygodnie podejść i zaczerpnąć wodę, napić się.


Związki są dla nas ważne, najważniejsze. Ponad 90 procent ludzi u schyłku życia, wspominając to, co najlepsze, mówi o związkach, o miłości. To znaczy, że miłości należałoby podporządkować wszystko, każdy dzień.


Zapytajmy siebie: co to jest życie? Kiedy naprawdę żyję? Żyć to znaczy czuć, przeżywać emocje, wzruszać się, doświadczać przywiązania, oddania. Czy pozwalam sobie na bliskość? Czy daję sobie na nią czas?

Czas to nie pieniądz. Czas to życie. Najlepsze, najwspanialsze doświadczenia nie mają znaczenia, gdy nie mamy czasu. Bliskość porusza mnie wewnętrznie, a wtedy czuję, że żyję. Każde głębokie przeżycie przybliża do życia.

Życie dla nikogo, dla niczego jest bezowocne.

Potrzebujemy związków. Bycie sobą może nastąpić tylko w spotkaniu z drugą osobą: ktoś mnie widzi, otwieram się, staję się sobą poprzez ciebie, poprzez to, że jesteś ze mną, patrzysz na mnie, słuchasz mnie.

Związek otwiera bardzo wiele możliwości, przede wszystkim jest szansą. Szansą na egzystencję. Dopiero, gdy kochamy, przestajemy wegetować, a zaczynamy żyć. Życie toczy się w związkach albo w ogóle się nie toczy.