W życiu mamy to, czego bardzo pragniemy albo to, czego bardzo się boimy.


Dlaczego? Bo o tym intensywnie myślimy i w ten sposób kreujemy siebie i swoje życie.


To, co myślisz i mówisz zależy wyłącznie od Ciebie. To są Twoje wybory. Bądź ich świadomy i weź za nie odpowiedzialność.


Przeczytaj fragmenty artykułu znanego psychoterapeuty Jacka Santorskiego „Odpowiedzialność za własną osobowość i charakter”

 

.

.

Najważniejsze wydaje mi się to, że wiele naszych dolegliwości to przejawy nieuświadomionych bądź nierozwiązanych w świadomości konfliktów wewnętrznych.


Dlatego, gdy pacjent mówi „dusi mnie w gardle”, proponuję mu stwierdzenie ”duszę siebie”, gdy ktoś mówi „nie mogę wyzdrowieć” (np. z przewlekłej anginy) myślę (mówię) „nie chcesz wyzdrowieć”.


Psychoterapeuta amerykański William Schutz opisuje w jednej ze swych książek jak przerwał „złą passę” urazów swoich rąk w czasie różnych gier sportowych, gdy uświadomił sobie, że nie akceptował ich (rąk) – jako zbyt kobiecych – i w związku z  tym niedostatecznie ochraniał w czasie futbolowych starć.


Powiedzenie, że ”każdy jest kowalem swojego losu” dobrze wyraża prezentowaną tu filozofię.


Zanim zetknąłem się z psychoterapią Gestalt, traktowałem siebie jak widza, świadka własnego życia.


Ignorowałem to, w jaki sposób sam stwarzam swoją sytuację. Swoje osiągnięcia przypisywałem niezależnym ode mnie „zdolnościom”, a niepowodzenia – „niefortunnym układom”.


W pierwszej kolejności zobaczyłem, jak sam produkuję swoje symptomy. W następnej, jak wielu wyborów dokonuję każdego dnia.


Obserwując z tej perspektywy siebie i ludzi, którym próbowałem pomóc, odkryłem, że nie ma żadnej drogi, ucieczki od odpowiedzialności za samego siebie, chociaż ustawicznie takich dróg szukamy poprzez zabiegi na własnym światopoglądzie i czasowo podtrzymujące „układy życiowe”.


Wielu ludzi wmawia sobie, że są szczęśliwi i samowystarczalni. Ale dopiero, gdy staniemy wobec jakiegoś kryzysu możemy się przekonać, czy nasza siła wewnętrzna jest dostatecznie rozwinięta, aby przenieść nas przez napotkane trudności.


Najczęściej próbujemy zwalczać nasze problemy nie wprost, obwiniając za kłopoty innych ludzi i zewnętrzne okoliczności.


Wprowadzamy zamieszanie i złą atmosferę wokół siebie, krytykujemy innych albo pogrążamy się w poczuciu bezsilności.


Łatwo jest krytykować innych albo złożyć broń. Znacznie trudniej jest zmierzyć się z sobą.


Mówimy więc sobie, że nasze problemy rozwieją się same, jeżeli da się im czas albo, że uda się uciec przed nimi, zmieniając miejsce pracy lub zamieszkania, wkraczając na „ścieżkę duchową” czy oddając się w ręce znanego lekarza.


Trudność może zostać chwilowo zażegnana, ale niewiele naprawdę się zmienia.


Sądzę, że branie za siebie odpowiedzialności na poziomie myślenia i zachowania, stała świadomość własnych uczuć, działań i myśli to jedyna droga rzeczywistego wychodzenia z impasu, a także droga do rozwoju.


Życie człowieka unikającego tej możliwości pełne jest negatywnych uczuć, poczucia bezsilności i niepokoju.


W różnych powierzchownych formach gratyfikacji znajdować można chwilową ulgę, ale łatwo się odkrywa, że przyjemności te są krótkotrwałe, a ich powtarzanie nużące.


Jeżeli zamiast tego nauczymy się brać odpowiedzialność za siebie, żyć w równowadze i harmonii, doświadczymy głębokiego poczucia wewnętrznej swobody, z którego wyłonią się ważne cele życiowe i wewnętrzne podtrzymanie nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

.

Nie dopuszczaj do siebie złych myśli, bo one są dla Ciebie trucizną!


Myśl pozytywnie. Twoje życie jest w Twoich rękach. Odkryj swoją moc kształtowania go.


Używaj swojego umysłu jak pędzla a swoich myśli jak farb i maluj codziennie obraz swojego życia. Opisuj w prostych słowach, co chcesz mieć, wyobrażaj sobie, że to już masz i ciesz się ze swojego sukcesu.


Nie masz nic do stracenia możesz tylko zyskać.

.

Louise Hay: Myśli tworzą Twoje życie

.

.

Dla relaksu proponuję dziś posłuchać trochę jesiennej poezji: wiersza Eli Celejewskiej „Przyszła jesień” i krótkiej kompozycji wideo do wiersza „Liście” Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej.

.

.

.

.

.